
Ostatnie lata to nieustanna ekspansja sztucznej inteligencji, która żywi się treściami z Internetu. Firmy tworzące duże modele językowe zbudowały swoje imperia na cudzej pracy – tekstach, grafikach, analizach, opiniach, blogach. Nikt ich nie zapraszał, nikt im nie płacił, a jednak brali wszystko. Bo mogli. Teraz jednak pojawił się ktoś, kto powiedział „dość”. Cloudflare właśnie wykonał pierwszy poważny ruch, który może odmienić sytuację twórców internetowych na całym świecie. I bardzo dobrze.
Spis treści
Koniec darmowej wyżerki – crawlerzy AI dostają zakaz wstępu
Cloudflare wprowadził fundamentalną zmianę: wszystkie boty AI – czy to od OpenAI, czy od Google, czy od kogokolwiek innego – od teraz nie mają dostępu do stron klientów Cloudflare, jeśli ci sami im tego nie pozwolą. To nie jest już model, gdzie trzeba coś samodzielnie blokować. Teraz trzeba aktywnie zezwolić, by robot wszedł. I to jest dokładnie ta zmiana, na którą wielu z nas czekało. Tworzysz treść? To Ty decydujesz, czy bot może ją zindeksować, przetworzyć i użyć do szkolenia swojej sztucznej inteligencji.
Z mojego punktu widzenia to rewolucja. Wreszcie ktoś zaczął grać w interesie twórców, a nie gigantów technologicznych. Bo jak długo można udawać, że to wszystko „dla dobra nauki” albo „dla lepszych wyników wyszukiwania”? Nie ma żadnego ruchu z powrotem, żadnych odwiedzin, żadnego linka zwrotnego. Jesteśmy źródłem, które boty osuszają do ostatniego zdania.
Nowy model – Pay Per Crawl – czyli chcesz treści? To płać
Ale to nie koniec. Cloudflare poszedł o krok dalej i uruchomił coś, co nazwał „Pay Per Crawl”. To bardzo proste. Jeśli bot chce wejść na Twoją stronę i przeczytać treść, to najpierw musi zapłacić. Nie wirtualnie, nie symbolicznie – tylko realnie, pieniędzmi. To już nie jest żadne science-fiction. To się dzieje. Do każdej próby pobrania strony przypisywana jest opłata, a wszystko opiera się na rozpoznawaniu tożsamości bota i unikalnych podpisach cyfrowych, których nie da się łatwo podrobić.
To zmienia reguły gry. Od teraz, jako właściciel strony, mogę powiedzieć: „Chcesz moje treści do treningu modelu AI? W porządku, ale kosztuje to tyle i tyle.” I to jest sprawiedliwe. Włożyłem czas, pracę, wiedzę – to niech teraz ktoś to szanuje.
Dla kogo to dobra wiadomość, a kto się przestraszy?
To dobra wiadomość dla każdego, kto żyje z tworzenia treści: wydawców, blogerów, dziennikarzy, specjalistów od SEO. Dotąd nasza praca była po prostu wciągana bez pytania. Teraz możemy się zabezpieczyć, możemy zarabiać, możemy decydować. To ogromna zmiana mentalna, a nie tylko techniczna. Z kolei dla firm tworzących AI to wyraźny sygnał: koniec żerowania na wszystkim, co wpadnie w ręce crawlera. Teraz zaczynają się negocjacje, umowy i… liczniki.
Nie zdziwię się, jeśli za chwilę inni pójdą w ślady Cloudflare. Wydawcy, duże media, agregatory treści – wszyscy w końcu zrozumieją, że bez ochrony treści ich biznes się rozsypie. A z drugiej strony – crawlerzy AI będą musieli zacząć szanować zasady gry. Koniec z anonimowym zbieraniem danych jak odkurzacz.
Co to oznacza dla mnie jako twórcy stron na WordPressie?
To kolejny powód, by jeszcze uważniej przyglądać się temu, co dzieje się na stronie. Jeśli prowadzę bloga, publikuję wartościowe treści, poradniki, analizy – to znaczy, że jestem na celowniku AI. One chcą mojej wiedzy, mojego stylu, moich danych. I teraz mam narzędzie, by się przed tym bronić lub… negocjować dostęp.
Jeśli ktoś korzysta z Cloudflare (a wiele osób już to robi), to teraz może w panelu kliknąć i zablokować dostęp crawlerom AI. A jeśli ktoś nie korzysta, to powinien poważnie to rozważyć. Taka zmiana polityki prywatności treści to nie drobnostka. To realna kontrola nad tym, co dzieje się z tym, co tworzysz.
Czy to się utrzyma?
Pytanie, które sam sobie zadaję, brzmi: jak długo to się utrzyma? Bo przecież boty potrafią się maskować. Mogą używać innych user-agentów, korzystać z proxy, obchodzić zabezpieczenia. Cloudflare mówi, że ich system jest na to gotowy. Ale życie pokaże, ile z tego będzie działać w praktyce.
Jedno jest pewne: to pierwszy poważny ruch w stronę ochrony twórców przed totalnym zdzieraniem treści. I nawet jeśli to nie zadziała w 100%, to pokazuje, że ktoś wreszcie ruszył głową. Nie wszystko w Internecie musi być darmowe, zwłaszcza jeśli ktoś potem na tym zarabia miliony.
Potrzebujesz prostej strony internetowej, a może opieki nad już istniejącą?
Pomagam w tworzeniu czytelnych stron WordPress oraz dbam o ich bezpieczeństwo, aktualizacje i sprawne działanie. Bez zbędnych komplikacji, za to z realnym wsparciem i doradztwem dopasowanym do Twoich potrzeb. Skontaktuj się i zobacz, co da się zrobić.





